Kalendarz wydarzeń
Dodał: |
Aktualizacja: |

Państwowe instytucje wywołują u mnie lęk…

Podczas pisania felietonu z moją ukraińską koleżanką na temat cudzoziemców i polskich urzędów państwowych postanowiłam pokazać, jak swoich petentów traktują ukraińscy urzędnicy. Załatwianie spraw urzędowych przez samych Polaków może krótko zobrazować retoryczne pytanie mojej polskiej koleżanki z organizacji pozarządowej: „A czy u was na Ukrainie też tak potwornie ciężko załatwia się sprawy w urzędach?”.

Zagadnienia związane ze sprawami urzędowymi wywołują w przeważającej większości negatywne emocje. Z takim nastawieniem do spraw urzędowych przyjeżdża wielu cudzoziemców, jeśli nie większość. Ale w tym tekście nie będzie o tym, co ich czeka tutaj, w Polsce, tylko napiszę o doświadczeniu ukraińskim, które na długo określiło świadomość i przekonania między innymi osoby, która właśnie z tym negatywnym nastawieniem wobec urzędów państwowych rozpoczyna nowe życie w nowym kraju.

No i wiecznie aktualny i potrzebny Janusz Weiss z radiowej Jedynki i jego program „Czego nie wiesz i nie boisz się zapytać”, dedykowany jak zawsze obywatelowi w urzędzie polskim (i znów ten lęk…).

 Sprawy urzędowe na Ukrainie

W 1962 roku został nakręcony cudowny ukraiński film fabularny Królowa stacji benzynowej, w którym w pewnej scenie dwaj koledzy, Gałuszka i Barszcz, sprzeczają się o to, kto powinien zająć się remontem mostu. Dyskutują długo i tak zawzięcie, że sami nie uważają na moście i wpadają do rzeki. Od pierwszych pokazów tego filmu upłynęło trochę czasu… Jesteśmy już w XXI wieku, jednak nowoczesna biurokracja z powodzeniem kontynuuje roztrząsanie spraw o dużym znaczeniu (na pewno tylko dla samej siebie) naśladując wspomnianych kolegów.

Zagrywki urzędników przypominają nieskończony mecz piłki nożnej, gdzie obywatel pełni rolę piłki, a wścibski urzędnik z nieprzyjemnym uśmiechem pokazuje pod stołem figę z makiem i w myślach (czasem też na głos, choć nieco innymi słowami) dodaje: natychmiast znikaj sprzed moich oczu. Praktycznie nie można wpłynąć na zasady gry, gdzie urzędnik rzuca obywatelem od biura do biura, czy udowodnić cokolwiek pracownikowi instytucji publicznej, ponieważ sąd, na którym spoczywa rola arbitra w warunkach normalnego działania państwowego mechanizmu, w rzeczywistości przeżywa okres degradacji, niemal jak po wybuchu jądrowym.

Dziesięć lat temu pracowałam jako asystentka dyrektora w nowo powstałej firmie cateringowej oferującej sushi. Po niespełna sześciu miesiącach legalnej pracy nasz zakład stał się miejscem codziennych zebrań i posiedzeń straży pożarnej, sanepidu, milicji skarbowej. Powód? Weszliśmy w strefę związaną z rybami, a tam wszystko już „zajęte i kupione”. Kilka takich cyrkowych przedstawień, których stałam się świadkiem i niestety uczestnikiem, na długi czas zniechęciło mnie do pracy na kierowniczym stanowisku w jakimkolwiek stołecznym zakładzie spożywczym. W ogóle instynkt samozachowawczy uparcie mi podpowiadał: staraj się chodzić drogami, które nie przecinają się z państwowymi strukturami. W lepszym przypadku – doprowadzi to do utraty zdrowia, w gorszym – zmiażdży.

Potrzebowałam siedmiu lat, żeby z mojej głowy wywietrzały takie zastrzeżenia i minął banalny – a jednak rzeczywisty – lęk przez monumentem aparatu państwowego. Nawet teraz, prowadząc na przekór wszystkiemu minibiznes, przez cały czas zmagam się z nerwicą, zastanawiając się, czy droga ojczyzna znów zacznie po nowemu układać puzzle ukraińskiego systemu podatkowego, gdzie już pomału się zaadaptowałam. Obawiam się nie dlatego, że nie chcę zmian w kraju, jednak pragnę, żeby te zmiany stały się nieodwracalne, a zasady dla biznesu były stabilne i równe dla wszystkich. Póki co w legislacyjnych dokumentach, podawanych najczęściej z sosem „ulepszeń”, szuka się kolejnych mechanizmów tego, jak nas – małych przedsiębiorców – będą skubać. A jak inaczej? System nas do tego przyuczył! Jednak nie tylko stołeczna nomenklatura wyróżnia się zuchwalstwem. Wystarczy wyjechać nieco za miasto.

Spotkałam znajomego, który podzielił się ciekawym przypadkiem o tym, jak sam starał się udokumentować nieruchomość, którą już faktycznie posiadał.

„Wszystko wyglądało jak w tej bajce – pójdź nie wiadomo dokąd, przynieś nie wiadomo co… Po pierwsze należało uzbierać worek dokumentów, w tym zaświadczenie z konkretnego oddziału banku Kasy Oszczędnościowej w miasteczku Wasylków w obwodzie kijowskim, w którym w latach 50. minionego wieku moim dawno zmarłym rodzicom przyznano pożyczkę ratalną na kupno materiałów budowlanych na dom.

Pracownicy banku ze zdziwienia szeroko otwierali oczy, że urzędnicy mają takie pokrętne wymagania. Ciężko opisać to wrażenie. Wszystkie zadłużenia związane z takimi pożyczkami dawno zostały zamknięte lub jeszcze w latach 60. umorzone. Chociaż pracownice banku jednak mi wydały jakiś papierek”.

W kłopotliwej sytuacji znalazł się także mój przyjaciel, notariusz. Urzędnik państwowy w jego dzielnicy pracuje raz w tygodniu, w określone godziny. Ustawia się do niego kolejka jak do mauzoleum Lenina za czasów rozkwitu Związku Sowieckiego. „Poziom kompetencji zawodowych ewidentnie nie odpowiada tym zadaniom, które pełni. Zapisał mi w dokumentach wieś Kalinówka [ukr. Kalyniwka – przyp. red.] zamiast Kożuchiwka. Sam muszę być tak uważny jak nigdy”.

Najbardziej „fascynujące” sytuacje zdarzają się wtedy, kiedy to szary obywatel postanawia samodzielnie, zgodnie z procedurami udokumentować prywatyzację gruntu lub nieruchomości. Startuje wtedy w ludowej zabawie „odnajdź swoje dokumenty”. Wniosek złożony w urzędzie gminy zostaje skierowany dalej do administracji rejonowej, potem obwodowej, następnie… Na pewno jeszcze dalej. Jednak śledzenie drogi swojego wniosku jest po prostu niemożliwe, jak mówi mój przyjaciel: „Nikt nic nie wie, każdy odsyła cię jak najdalej, bo sprawa nie leży w jego kompetencjach. Żeby wejść do któregokolwiek gabinetu, kolejkę należy zająć o czwartej nad ranem, stać w niej, po czym się okaże, że to niewłaściwy gabinet. Kiedy dostałem napadu histerii i agresji łącznie, ponieważ nie mogłem odnaleźć swojego wniosku, który zawierał dokumenty długo przeze mnie zbierane, to urzędniczki uprzejmie i życzliwie poradziły mi, żebym zwrócił się do komercyjnej organizacji zajmującej się podobnymi sprawami. Ta organizacja faktycznie została namaszczona przez urząd gminy. Wniosłem opłatę ponad 3000 hrywien i dostałem obietnicę, że po roku sprawa zostanie załatwiona. Tak się też stało”.

System państwowy został skonstruowany w taki sposób, że w zderzeniu z nim zwykły obywatel ma nieodpartą chęć uciec od tego jak najdalej. System działa dla siebie, dla tych, którzy w nim siedzą, a nie dla człowieka, obywatela, mieszkańca. Stąd: korupcja, bezprawie, kumoterstwo, nepotyzm i pozostałe „atrakcje” ukraińskiej biurokracji.

Autorki – dwie Ukrainki

Zapisała, przetłumaczyła i skomentowała – Marija Jakubowycz

Skomentuj

Aktualności
Archiwum

Projekt ‘MIEJSKI SYSTEM INFORMACYJNY I AKTYWIZACYJNY DLA MIGRANTÓW’ jest współfinansowany z Programu Krajowego Funduszu Azylu, Migracji i Integracji oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW realizowany był w ramach programu Obywatele dla Demokracji, finansowanego z Funduszy EOG.

Projekt LOKALNE POLITYKI MIGRACYJNE - MIĘDZYNARODOWA WYMIANA DOŚWIADCZEŃ W ZARZĄDZANIU MIGRACJAMI W MIASTACH był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt ‘WARSZAWSKIE CENTRUM WIELOKULTUROWE’ był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW Projekt realizowany był przy wsparciu Szwajcarii w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej.