Kalendarz wydarzeń
Dodał: |
Aktualizacja: |

Taki to człowiek już jest, że zawsze mu mało pieniędzy, i wydawałoby się, że gdzieś tam zawsze jest lepiej… Uważam, że ta cecha bardzo silnie przejawia się u Ukraińców – TAM jest lepiej… Niejeden sobie myśli, że jego kłopoty to sprawy bytowe czy finansowe. Jednak gdy wyjedzie, okazuje się że problem tkwi w nim samym – w kompleksach, stereotypach, zachowaniach, przekonaniach, emocjach, lenistwie...

 


 Kiedyś…


…gdy jako dziecko mieszkałam w malutkiej podkarpackiej wsi, byłam świadkiem tego jak wielu rodziców moich wiejskich przyjaciół wyjeżdżało za granicę, za chlebem, zostawiając swoje pociechy dziadkom. Uważałam tych rodziców za bardzo dzielnych, niemal supermenów, bo ich dzieci wyróżniały się wśród innych nowymi ubraniami, butami, niezwykłymi dla nas zabawkami. Sąsiedzi, którzy nie ruszali się nigdzie z domu, zazdrościli im. Ale i często osądzali, gdy rozpadała się rodzina, która nie wytrzymywała rozłąki (a może ta rozłąka była już etapem końcowym rozpadu wynikającym ze słabych więzi rodzinnych, braku miłości i zrozumienia). Osądzanie i krytycyzm przy braku współczucia były szczególnie ostre w stosunku do dzieci, które z braku rodzicielskiej opieki popadały w tarapaty.  


Kiedy komuś nie powodziło się na emigracji do tego stopnia, że zmarł – współczuło się jego rodzinie. Kiedy komuś nie ułożyło się za granicą i wracał do domu – był wykpiwany. Stale o wszystkich plotkowano. O młodych kobietach, które na pewno zajmowały się tam nierządem, na pewno czymś niemoralnym, bo jak inaczej miały by tam zarabiać.


Wieś jest chłonna nowych informacji i plotek – ktoś przyjeżdża z zarobku za zagranicą na urlop, a wieś uważnie się przygląda, ocenia, krytykuje i z wielka lubością nadgryza nowe,  niesłyszane do tej pory nowości. I co by zarobkowicze nie opowiadali, jakkolwiek szczere, autentyczne i skomplikowane nie były ich odczucia, doświadczenia z wyjazdu czy opowieści o przystosowywaniu się do życia w nowym kraju – inni uznają ich za szczęśliwców, którzy wygrali los na loterii. Kłopoty – nie istnieją, pieniądze – to jedyne, co jest widoczne. Za najbardziej szczęśliwych uważano tych, którzy wracali jedynie po to, żeby zabrać ze sobą rodzinę i na zawsze pożegnać się z rodzinną wsią.


A jak to tam jest?


Podróże, jak wiemy, kształcą, jednak często dużym kosztem. Sytuacja migrantek z Ukrainy w Polsce jest postrzegana przede wszystkim przez pryzmat tego, że ich praca przynosi ogromną korzyść goszczącym ich społecznościom. Ich praca kosztuje niewiele w porównaniu z pracą oferowaną przez lokalnych usługodawców. Migranci nie obciążają też budżetu państwa goszczącego powinnościami obywateli wobec pracowników. A poznając kraj i ludzi robią więcej  dla wzajemnego zbliżenia i zrozumienia niż wielkie polityczne przedsięwzięcia i jeśli mile doświadczą Polski, staną się jej ambasadorami na Ukrainie. Trudnym problemem dla migrantów  jest wynajęcie mieszkania. Bardzo często migrantki podejmują pracę połączoną z zakwaterowaniem, czego znanym lecz nie jedynym przykładem jest praca jako opiekunka osób niedołężnych, często całodobowa. Tego typu praca skutkuje izolacją migrantki oraz bardzo dużą zależnością od pracodawców. Migrantka często nie ma rozeznania co do swoich praw, nie domaga się legalizacji pracy, może być wprowadzana w błąd co do tego co jej grozi w związku z nielegalną pracą bądź pracą u innego pracodawcy, niż ten, który wystąpił o wniosek o wydanie zezwolenia na jej pracę w Polsce.


Kiedyś…


...i ja wyjechałam  ze wsi. Zdałam sobie sprawę z nikłych perspektyw i wyemigrowałam do Kijowa by studiować i pracować. Niby nie „zagranica”, ale jednak w tamtym czasie coś nieosiągalnego dla dla moich znajomych ze wsi. Moje różowe okulary pękły gdzieś po miesiącu, kiedy zatrudniłam się w McDonaldzie by przetrwać i w pierwszym tygodniu pucowałam ubikacje dopóki nie przeniesiono mnie na kasę, przy której lżej było mi jedynie psychicznie. Ubikacja stała się dla mnie symbolem dna, z którego powoli się odbijałam. Miasto mnie nie akceptowało, czułam się obco. Codziennie, co chwila – wyzwania i próby. W granicach tego samego kraju, tej samej mentalności tyle razy przyszło mi usłyszeć, że moja wrodzona zapadeńska (zachodnio-ukraińska) pracowitość „nie pozwala Kijowianom odetchnąć i spokojnie żyć, tylko odbiera im pracę”. Najpierw bolało. Potem uważałam to już za komplement.


A jak to tam jest?


Szłam w Warszawie w niedzielne popołudnie i rozmawiałam przez komórkę po ukraińsku. Nagle  zatrzymał się przede mną jakiś młody człowiek i zaczął taką oto rozmowę - a że jesteś ze Wschodu, że przyjechałaś tutaj i zabierasz pracę takim jak ja. Przyjrzałam się mojemu współrozmówcy – był naćpany, stał na chwiejnych nogach. Powiedziałam, że jemu zapewne nic nie odbieram, tym bardziej pracy. Mam jeszcze jedno wspomnienie z bodajże 2003 roku, kiedy po raz pierwszy starałam się razem z moja pracodawczynią o zezwolenie o pracę. I wtedy, i teraz po ponad 10 latach polskie prawo wymaga od pracodawcy zatrudniającego cudzoziemca opinii starosty o braku odpowiedniego kandydata do pracy wśród obywateli polskich, i tylko po uzyskaniu takiej opinii pracodawca Polsce może zatrudnić cudzoziemca. Zasadność tych opinii i całego procederu ubiegania się o nią i wtedy i teraz budzi u wielu pytania i nieporozumienie. Rządy się zmieniają,  koalicje rządzące powstają w coraz to bardziej niewiarygodnych kombinacjach,  Polska jest teraz wolnym krajem, ale pracodawca w Polsce dalej nie jest wolny i powinien wykonać przed zatrudnieniem pracownika test rynku pracy,  żeby uzyskać opinie starosty – że właśnie ten kandydat na pracownika a nie inny jest zaakceptowany przez starostę powiatowego. Moja pracodawczyni, chciała mnie zatrudnić jako opiekunkę do jej kilkumiesięcznego synka, jednak miała obowiązek zgodnie z procedurą uzyskania opinii odbyć rozmowę z bezrobotnymi z Wołomińskiego urzędu pracy. W ciągu 2 tygodni tylko jedna osoba przyszła jako kandydatka na opiekunkę,  poprzedniego dnia musiała się najwyraźniej trochę się upić, bo miała mętny wzrok i towarzyszył jej zapach jeszcze nie wywietrzałego alkoholu. Od mojej pracodawczyni potrzebowała w zasadzie nie zatrudnienia (broń panie Boże!), tylko podpisu na skierowaniu z urzędu pracy, że była na rozmowie z pracodawcą i nie spełniła jego oczekiwań. Urząd pracy otrzymał niezbędne papierki, moja pracodawczyni uzyskała opinię starosty, i jeszcze po kilku strasznie dyskryminujących mnie jako cudzoziemca procedurach nasz malutki Jurek miał kochająca go opiekunkę.


Kiedyś…


... wynajmowałam pokój w Kijowie u kobiety, która wyjechała za chlebem do Niemiec. W szczerej rozmowie, wyzbywając się naiwnych, nabytych na wsi fantazji, dowiedziałam się jakie przeszkody musiała pokonać, by przetrwać w obcym kraju, i do tego z dzieckiem po rozwodzie. Jednocześnie sprzątała kilka domów, studiowała, płaciła horrendalne podatki, doświadczała ograniczenia własnych  praw... Dopóki nie skończyła studiów, nie uzyskała lepszej pracy i stałego pobytu, a w końcu obywatelstwa. Pomimo wszystkich trudności – odbiła się od dna, stanęła twardo na nogach. Życie zaczęło się jawić w bardziej przyjaznych barwach. Zapraszała mnie do siebie, mieszkała w Niemczech, ale się bałam. Przecież już wiedziałam, że nowe miasto i nowy kraj to przede wszystkim ogromne wyzwania adaptacyjne, kulturowe, finansowe. A ja dopiero co zaczynałam się adaptować do życia  stolicy ojczyzny.


A jak to tam jest?


Długotrwała izolacja połączona z rozstaniem z rodziną i znanym środowiskiem jest bardzo obciążająca, wywołuje depresję, pogłębia bezradność i zagubienie. Kiedyś proponowałam na konferencjach czy forach internetowych, by uruchamiać dla migrantów coś w rodzaju hoteli pracowniczych, gdzie mogliby mieszkać zachowując niezależność i jednocześnie utrzymując kontakt z innymi migrantami, swobodnie pozyskując wiedzę i umiejętności pozwalające zdobyć legalną, bezpieczną pracę. Praca w „szarej strefie” zwiększa ryzyko bycia wykorzystanym przez pracodawcę, a zmniejsza szanse migrantów na pozytywne doświadczenia w kontakcie z Polakami i przyczynia się do wzmocnienie zorganizowanych grup, które czerpią korzyści z nielegalnego zatrudnienia, operując fikcyjnymi zaproszeniami czy zatrudniając „na czarno”. Dlatego w interesie kraju goszczącego jest stworzenie takich warunków, w których migranci mieliby świadomość swoich praw i możliwość ich egzekwowania, w których dostrzegliby korzyści związane z legalnym pobytem i zatrudnieniem. Nie ma na razie hoteli pracowniczych dla migrantów w Polsce. Przyjeżdżają oni póki co na własne ryzyko i  samodzielnie poszukują pracy. Jednak praktyka organizowania miejsca zamieszkania w pobliżu miejsca pracy jest już rozpowszechniona w sektorze przemysłowym, spożywczym, czy rolniczym. W rolnictwie warunki bywają różne, jednak przy polskich zakładach  produkcyjnych w całym kraju są już dobrze funkcjonujące hotele robotnicze dla migrantów - niedrogie albo i całkiem bezpłatne. Często zapraszają do pracy małżeństwa, jeśli tylko mogą zaoferować pokój rodzinny. W końcu wiadomo, że rodzinne więzi tylko wzmacniają pomost między pracownikiem i pracodawcą.


I co z tego wynika? Jechać? Nie jechać?



Autorzy – dwie Ukrainki. Zapisała i skomentowała Marija Jakubowycz   

Skomentuj

Aktualności
Archiwum

Projekt ‘MIEJSKI SYSTEM INFORMACYJNY I AKTYWIZACYJNY DLA MIGRANTÓW’ jest współfinansowany z Programu Krajowego Funduszu Azylu, Migracji i Integracji oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW realizowany był w ramach programu Obywatele dla Demokracji, finansowanego z Funduszy EOG.

Projekt LOKALNE POLITYKI MIGRACYJNE - MIĘDZYNARODOWA WYMIANA DOŚWIADCZEŃ W ZARZĄDZANIU MIGRACJAMI W MIASTACH był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt ‘WARSZAWSKIE CENTRUM WIELOKULTUROWE’ był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW Projekt realizowany był przy wsparciu Szwajcarii w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej.